Sztuczna inteligencja

Dzwoni budzik. A raczej nie dzwoni. Choć to budzik. Dlaczego budzik ma niby dzwonić? Budzik ma wszak budzić. Więc budzi. Ale jak? A jak lubię? Tak właśnie budzi. Tak jak lubię. Bo tak został zaprogramowany. Więc budzi. Otwieram oczy. Po suficie suną obrazy. Takie jak lubię. Wyselekcjonowane dla mnie. Przekaz spersonalizowany. Informacje przygotowane specjalnie z myślą o mnie w taki sposób jak sobie tego życzę. Zerkam na widget kalendarza. Urodziny mamy za trzy dni. Rocznica ślubu za dwa tygodnie. Niestety tuż obok natrętna informacja przypomina o większym niż zwykle natężeniu ruchu w drodze do pracy. Tak, o nią też poprosiłem, choć jej nie lubię tak jak nie lubię wszechobecnych korków. Niechętnie podnoszę się z łóżka. Podchodzę do okna. Zasłony rozsuwają się automatycznie. Przez przeszkloną ścianę widzę stojące, a raczej wiszące w korku pojazdy podobne do samochodów. Nie mają kół. Poruszają się lewitując w powietrzu na wielopoziomowych niewidocznych estakadach. Lekko dotykam szyby wywołując funkcję wyświetlania danych. Spoglądam na widniejącą na szybie datę. Jest rok 2001.

Moje pokolenie pamięta niejedną taką filmową wizję. Daty były różne. Czasem był to rok 2200, innym razem 2030 lub wręcz 1999. Oglądając je na malutkim kineskopowym telewizorze, czasem czarno-białym, czasem nawet nie własnym tylko u sąsiadów, trudno było naszemu pokoleniu uwierzyć, że takie możliwości nadejdą i to tak szybko. W epoce telefonów instalowanych po kilkunastu latach oczekiwania była to czysta abstrakcja. A dziś? Poza lewitującymi za oknami pojazdami codziennej komunikacji reszta nie stanowi technologicznego problemu. Nie stanowi, ale rzeczywistość wygląda nadal nieco inaczej. Więc jak?

Nie ma już chyba inwestora, który planując budowę domu nie zetknąłby się z pojęciem „domu inteligentnego”. Ktoś słyszał więcej, ktoś mniej. Ktoś jest gorącym zwolennikiem rozwiązania i nie wyobraża sobie nie zastosowania „inteligentnych” rozwiązań w swoim nowym domu, inny ktoś boi się całej tej „inteligencji”. Wszak w fantastycznych wizjach fabularnych taka inteligencja bywała niebezpieczna. Wszak inteligencja to świadomość. A stąd to już tylko krok od samostanowienia. To budzi obawy.

Ostatnio mieliśmy przyjemność zostać zaproszeni do współudziału w otwarciu ciekawego miejsca na mapie Warszawy. Czołowy z producentów systemów automatyki domowej stworzył miejsce prezentujące możliwości jakie daje nam jeden z najszerzej rozpowszechnionych standardów w tej dziedzinie w mianowicie KNX. W trakcie panelu dyskusyjnego, w którym reprezentowaliśmy środowisko projektantów wnętrz, padło stwierdzenie, które bardzo mi się spodobało i pozwolę sobie je, może lekko przeinaczone, przytoczyć: to nie system jest inteligentny, ale ten kto planuje sposób jego działania. I tyle. To niby dla nas, osób z branży, takie oczywiste, ale dla osób po raz pierwszy stykających się z tematem może być mocno porządkujące myślenie o tym zagadnieniu. Dom inteligentny jako taki nie istnieje. Dom zautomatyzowany jak najbardziej. Dom zaprogramowany do działania w ramach ściśle określonych algorytmów. Określonych przez użytkownika, zaprogramowanych przez integratora systemu. Nie ma domowej inteligencji, oczywiście poza mieszkańcami. Jest domowa automatyka. A automatyka jest po to by ułatwiać, wyręczać, chronić.

Jak ułatwia? Grupując wiele czynności w pojedyncze. Przykład? Podjeżdżając pod dom każdego jesiennego wieczoru otwieramy bramę wjazdową potem bramę garażową. Włączamy światło w garażu. Zamykamy bramę. Wyłączamy światło w garażu. Włączamy w przedpokoju, Wyłączamy w przedpokoju. Włączamy w salonie, ogrodzie. Potem na schodach. Włączamy i wyłączamy. Potem następne. Jeszcze radio lub telewizor. Rolety lub zasłony – dobrze jak jednym przyciskiem a nie kilkoma, lub wręcz ręcznie każdą z osobna. Dziesiątki czynności. Wychodząc z domu ponownie tylko w odwrotnej kolejności. I jeszcze sprawdzenie światła w całym domu. Czy na pewno zgaszone. A co jeśli wszystkie te czynności wykonałyby się same po naciśnięciu jednego przycisku? Lub wręcz samoczynnie po tym jak nasz dom rozpoznał że to my wracamy i wykonał wcześniej przygotowany dla nas algorytm działań? Z pewnością wielu poczułoby się wyręczonych.

Jak chroni? Za pomocą różnego rodzaju czujek wykrywając zagrożenia związane chociażby z zalaniem, pożarem, włamaniem i podejmując odpowiednie działania. Odcinając dopływ wody, prądu, informując odpowiednie służby lub nas jeśli jesteśmy poza domem. Imitując naszą obecność w domu gdy nas nie ma w celach prewencyjnych.

A wszystko to tylko dzięki odpowiedniemu zaplanowaniu funkcji i ich interakcji. Wszak sam system potrafi tylko włączać i wyłączać urządzenia elektryczne. Dopiero jego odpowiednia konfiguracja dopasowana pod indywidualne potrzeby użytkownika może być nazwana „domową inteligencją”. I nie szkodzi, że trochę na wyrost.

Szkoda natomiast, że trzeba za ten przywilej często nie mało zapłacić. Jako, że kwestia kosztów i podejścia do nich to sprawa indywidualna warto taką inwestycję rozważyć samodzielnie. Najlepiej zrobić to zasięgając profesjonalnej porady i decydując się na wycenę systemu spersonalizowanego pod nasze potrzeby. Wszak dom to inwestycja na lata. I to z reguły nie mała inwestycja.

Powrót