Zabetonowani

„Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek […]” i od razu uśmiech pojawia się na wielu twarzach, Sympatyczny wierszyk o małym robaczku autorstwa Jana Brzechwy bawił i bawi dzieci od pokoleń. Co ten robaczek robi jednak na łamach miesięcznika Villa? Zaraz pozwolę sobie wyjaśnić.

„[…] Powiada robaczek: I dziadek, i babka, I ojciec, i matka jadali wciąż jabłka, A ja już nie mogę! Już dosyć! Już basta! Mam chęć na befsztyczek! I poszedł do miasta. […]” I my, projektanci, jak ten robaczek, idziemy do miasta. I co tam widzimy? Beton. Dziwne? Nie, nie dziwne. Wszak to jeden z głównych materiałów używanych w dzisiejszym budownictwie. Ale nie o ten beton dziś chodzi. Jak nie o ten to o jaki?

Nie ten, który dźwiga. Który zbroi. Który przenosi obciążenia, ale ten który powoduje zachwyty, porywa serca i opanowuje ściany, podłogi, sufity mieszkań naszych, Waszych i ich też. I domów też. I biur. I sklepów. Toć przecież każda ściana go udźwignie. Jeśli nie w formie odlewanych płyt to przynajmniej w formie misternie wykonanych tynków imitujących jego pożądaną strukturę.

„[…] A w karcie – okropność! – przyznacie to sami: Jest zupa jabłkowa i knedle z jabłkami, Duszone są jabłka, pieczone są jabłka […]”. Nie żebyśmy nie kochali betonu, a tym bardziej naszych wspaniałych polskich jabłek, czy, modnego od kliku sezonów, tłoczonego z nich na masową skalę, soku. Nie o to chodzi. Chodzi o skale zjawiska. Jak każde zjawisko które przybiera na sile i to skłania do refleksji nad jego dalszymi losami. Wszak im wyżej wleziesz tym niżej możesz spaść. To jak będzie z tym betonem? Spadnie czy nie?

„Jak dobrze przyklejony to nie spadnie” powie majster. Ale może się okazać, że po jakimś czasie sam inwestor mu spaść pomoże kiedy moda przeminie a z nim obecne pożądanie. Kluczowa kwestia to, czy przeminie, czy nie przeminie. Patrząc na to jak trwale beton wpisał się w obecny miejski krajobraz trudno uwierzyć że może zostać zepchnięty w strefę niechęci i zapomnienia.

Ktoś może zapytać po co w ogóle się nad tak mało istotną kwestia zastanawiać. Tracić na nią cenny czas. Jest to jest. Nie będzie to nie będzie. Czas upłynie, czas pokaże. Jednak dla osób dziś podejmujących decyzje dotyczące wystroju wnętrz, w których będą funkcjonować przez lata, takie pytanie, a przede wszystkim trafna na nie odpowiedź może być przesłanką do podejmowania ważnych dla nich decyzji. My jako projektanci mamy w tym procesie bardzo ważną rolę. Ludzie nam ufają. Po to do nas przychodzą żeby uzyskać pomoc i wsparcie w decyzjach które maja podjąć. I liczą na to, że ta pomoc nie wprowadzi ich w ślepą uliczkę.

Co w takim razie zrobić z tym nieszczęsnym, kochanym, pięknym ale zimnym betonem? Robić? Nie robić? Odpowiedź jest prostsza niż mogłoby się wydawać. Oczywiście że robić i oczywiście że nie robić. Robić wówczas, kiedy rzeczywiście ten materiał nam się podoba. Nie dlatego że jest modny. Nie dlatego, że koleżanka ma, kolega się nim zachwyca i widać go w każdym wnętrzarskim magazynie. To my musimy się nim zachwycać. To my musimy go pokochać bo będziemy z nim mieszkać. Ciężko się przecież mieszka z kimś kogo się nie kocha, gdy miłość pomyli się z przelotnym zauroczeniem. Gdy nie przeanalizuje się wszystkich wad drugiej strony a da zaślepić chwilowemu urokowi. I tym razem życiowa mądrość jest najlepszym przewodnikiem.

Nie robić byle jak. Nie imitować tandetnie i nieudacznie. Jeśli imitować to z kunsztem, bo nie ma nic gorszego niż słaba kopia. Nawet najpiękniejszy wiersz skopiowany na słabej kopiarce będzie nieczytelny i straci cały swój urok. Jeśli ma być słabo, lepiej żeby nie było w ogóle. Betonu tyczy się to tak samo. Bo to właśnie słabe kopie, złe użycie, tandetne wykonanie są największymi wrogami tego pięknego materiału. Jeśli nie popsują mu renomy może przez wiele lat święcić triumfy nie tylko na placach budów ale i w sferze wykończeń.

„[…] No, widzisz, robaczku! I gdzie twój befsztyczek? Entliczek-pentliczek, czerwony stoliczek.”

Powrót